NR 31STYCZEŃ 2004 
Castlevania: Aria of Sorrow
Castlevania: Aria of Sorrow
1. Parę słów na rozgrzewkę
O grach z serii Castlevania słyszał na pewno każdy wielbiciel emulatorów. Ukazała się ona chyba na większości znanych platform (od poczciwego NES-a po najnowsze Gameboye). Aria of Sorrow jest trzecią, najnowszą częścią serii [na GBA]. Łączy w sobie zalety obydwu poprzedniczek (pozdrowienia dla 4lzEna, autora ich recenzji). Dla tych, co nie słyszeli o Castlevanii parę słów wyjaśnienia: głównym celem wszystkich gier serii jest pokonanie demonicznego Draculi. Owy facet zawsze siedzi w najeżonym potworami zamku i gra w karty z kostuchą popijając ***** (ustawa o wychowaniu w trzeźwości).

Castlevania: Aria of SorrowCastlevania: Aria of Sorrow
2. Do biegu... gotowi...
W grze kierujemy poczynaniami Soma Cruza. Podobnie jednak jak 4lzEn w recenzji Harmony of Dissonance mam wątpliwości, co do płci głównego(ej) bohatera(ki). Japończykom trzeba jednak wybaczyć (taka kultura), przyjmijmy jednak, że to "on". Opowieść zaczyna się gdy Cruz razem z przyjaciółką Miną wybierają się podziwiać pierwsze pełne zaćmienie słońca w XXI w (historia toczy się bowiem w 2035 roku w Japonii). Nagle na niebie pojawia się wielki zamek. Cruz traci przytomność i w niewyjaśnionych okolicznościach budzi się przy boku przyjaciółki na dziedzińcu budowli. Głównym celem bohatera jest wydostanie się z mrocznego miejsca.

Fabuła jest świetnym silnikiem napędowym gry. Od czasu do czasu w zamku spotykamy przeróżne postacie. Są to m.in. wysłannik wojska - Hammer (on też zauważył nagły napływ różnych osób do zamku i postanowił dorobić sobie jako handlarz bojowego żelastwa), misjonarze Yoko Belnades i Graham Jones, tajemniczy Arikado i nie pamiętający swojej przeszłości Mr. J

Castlevania: Aria of SorrowCastlevania: Aria of Sorrow
3. Sprintem po zamku
Zamek (jak to w Castlevaniach) składa się z wielu zróżnicowanych komnat. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest też konieczna w całej serii wieża zegarowa (osobiście moja ulubiona). Podobnie jak w poprzednich częściach jest tu dokładna mapa, z którą nie sposób się zgubić. Od czasu do czasu znaleźć można skrawki z zaznaczonymi, niektórymi korytarzami. Aby podróż z jednego końca na drugi nie była zbyt długa, w zamku rozmieszczone są teleporty (na mapie oznaczone kolorem żółtym). Nadszarpnięte zdrówko możemy podreperować dzięki komnatom z zapisem (czerwony na mapie).

Specjalnie dla osób z żyłką poszukiwacza skarbów na ekranie mapy znajduje się licznik (w procentach), dzięki któremu wiemy czy po drodze nie pominęliśmy jakiegoś pomieszczenia (oczywiście, niektóre ściany i sufity da się wyburzyć).

Castlevania: Aria of SorrowCastlevania: Aria of Sorrow
4. Zmory i potwory
W naszej wędrówce przeszkadzać nam będą potwory różnej maści i koloru. Większość z nich pochodzi z mitologii i legend. Spotkamy standardowe zombiaki i kościeje oraz potężniejsze demony i golemy. Niektóre istoty zostały bardzo pomysłowo opracowane np. Kyoma Demon (w wybranych lustrach występuje zamiast naszego odbicia i atakuje gdy odwrócimy się tyłem) albo Persephone (pokojówka znająca karatę ... za mało jej płacą czy co?).

Opisując przeciwników nie można nie wspomnieć nic o bossach. Najczęściej są oni wielkości całego ekraniku, ale jak już trafi się jakiś mniejszy to można się spodziewać trudnej przeprawy. Przykładem jest Headhunter. Stwór ten zmienia głowy jak rękawiczki, jednocześnie przyswajając możliwości ofiary.

Z potworami wiąże się bardzo istotna rzecz. Jeżeli będziemy mieli dość szczęścia to wraz z pokonaniem stwora trafi w nasze rączki jego duszyczka. Wraz z nią przejmujemy jego podstawowe umiejętności. Z czasem możemy rzucać bombami, przemieniać się w nietoperza, chodzić po wodzie (i pod nią), przemieniać się w czterorękiego demona, który zmiata wszystko na swojej drodze (powinien być na jednym ze screenów) i ogólnie czyścić bez smug i zarysowań. W menu podręcznym znajduje się encyklopedia potworów i procent złapanych dusz. W zdobyciu wszystkich może pomóc wymiana z kumplem przez link-cabel, a warto, bo na końcu można dostać całkiem interesujący prezencik (mi się to niestety nie udało).

Castlevania: Aria of SorrowCastlevania: Aria of Sorrow

Castlevania: Aria of SorrowCastlevania: Aria of Sorrow
5. Tobołek i w drogę
Teraz może coś o ekwipunku. Jest on trochę inny niż w poprzednich Castlevaniach (zwłaszcza jeśli chodzi o broń). Tu niestety nie mamy sławetnego bata... fani serii mogą przestać walić głową w ścianę... ale cały arsenał rekompensuje to z nadwyżką (po za tym może to ten tajemniczy prezencik?). Bronie mają różny zasięg, siłę i wygląd. Jest tu nawet pistolet 9mm.

Równie duże zróżnicowanie jest wśród pierścieni, zbroi, naszyjników i peleryn. Każdy przedmiot zwiększa lub obniża sześć współczynników (atak, obrona, siła, kondycja, inteligencja i szczęście).

W ekwipunku znajdziemy również wszelakie lekarstwa, odtrutki, mikstury likwidujące klątwy i inne ciekawostki. Leczyć możemy się też przy pomocy np. melona, mleka bez tłuszczu, puddingu, pieczonego mięsa, jabłek, truskawek, befsztyków czy małej czarnej (czego więcej chcieć od życia).

Broń jak i inne przedmioty możemy kupować za znajdowane pieniądze u Hammera. Zazwyczaj dostajemy je za potwory (w czasie gry znaleźć można pierścień zwiększający ilość forsy wysypującej się z nich) lub za rozbijane świeczniki (w całej serii w świecznikach kryją się przeróżne ciekawe rzeczy).

Castlevania: Aria of SorrowCastlevania: Aria of Sorrow
6. Pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko
Przejdźmy do grafiki i muzyki. Tym nie da się kompletnie nic zarzucić. Muzyka pasuje do pomieszczeń w jakich się znajdujemy. Miejscami jest szybka i dynamiczna, a niekiedy wolniejsza i tajemnicza. Efekty dźwiękowe są w porządku. Żelastwo zderzające się celem brzmi całkiem przekonująco. Grafika także wspaniale oddaje klimat mrocznego zamku. Animacje są bardzo dokładne i cieszą oczy.

Castlevania: Aria of SorrowCastlevania: Aria of Sorrow

Castlevania: Aria of SorrowCastlevania: Aria of Sorrow
7. Sąd ostateczny
Muszę przyznać, że najtrudniej jest mi zakończyć tę recenzję. Przedstawiłem Arię of Sorrow jako grę świetną, praktycznie nie wymieniłem żadnej wady (może dlatego, że gra ich po prostu nie ma). Jedyne co mi pozostaje to polecić ją wszystkim, tak fanom serii Castlevania, jak i tym którzy nigdy o niej nie słyszeli. Fakt faktem jest to moja pierwsza recenzja w Emu-Kounciku i mam nadzieję, że nie ostatnia. Przy okazji chciałem podziękować Spoonie za odkrywanie tajników gry, DiXowi za screeny i 4lzEnowi za motywację do napisania recenzji.

Castlevania: Aria of Sorrow
Wydawca: Konami
Rok wydania: 2003
 Platforma: Gameboy Advance 
Emulator: Visualboy Advance
(C) Copyright by Emu Kouncik Team