NR 26WRZESIEŃ 2003 
Castlevania: Harmony of Dissonance (GBA)
Prześledzmy po krótce umysł emumaniaka. A dokładniej część odpowiedzialną za emulowanie GameBoy'a Advance'a. Załóżmy że rozpatrujemy mózg maniaka RPG. To co teraz przytoczę to pewnie nie będzie nawet mniejszym kawałkiem ze zbioru tytułów tego gatunku właśnie na GameBoy'a, ponieważ po moim zapale do RPG który dawniej posiadałem zostało bardzo przyjemne wspomnienie i nadzieja że kiedyś znów mnie wciągnie, w co niestety wątpię, zbyt wiele się w życiu zmienia, nieprawdaż drodzy czytelnicy? Wracając jednak do emulacji GBA. Na pewno wśród tytułów znalazłby się "Golden Sun" jak i jego druga część, pewnie gdzie też gdzieś stałby sobie "Lunar Legend", może "Breath of Fire", dla niektórych także pokemony, a dla pewnej grupy osób także pierwsza część opisywanej w tej recenzji gry, czyli "Castlevania: The Circle of the Moon".

Castlevania: Harmony of Dissonance
Jakie było moje pierwsze spotkanie z tą grą? Szczerze mówiąc to TV, tam w jakimś programie leciało coś o gierkach, a jak wiadomo takich programów zazwyczaj jeśli są pierwszymi jakimi zobaczymy po przebudzeniu, to się zazwyczaj nie zmienia na wiadomości czy jakiś bardzo intrygujący naszą starszyznę domową serial. Więc właśnie w takim oto programie dane mi było zapoznać się po raz pierwszy z Castlevania: Harmony of Dissonance. Mowa była o oszałamiającej grafice jak na GBA. To mi utkwiło najbardziej w pamięci, bo jak na PC nie jest ona aż tak dla mnie ważna (choć też zależy w czym konkretnie) to na GBA bardzo lubię sprawdzać co to nowego wymyślą twórcy i ile tak naprawdę da się wycisnąć z tej konsolki. Dlatego też było to wystarczającym powodem aby sięgnąć po Castlevanię, tym bardziej że już za czasów NES'a gry z tej serii bardzo przypadły mi do gustu, choć wtedy były to głównie platformówki.

Castlevania: Harmony of DissonanceCastlevania: Harmony of Dissonance

W grze kierujemy poczynaniami młodzieńca (czyżby?, najgorsze że na necie wpadła mi w oczy informacja że jest to kobieta, więc sam nie rozsądzę, dla mnie to facet, ale problem jest :)) o imieniu Juste (choć to imię, może rzeczywiście kobieta? :)). Na początku gry przybywa on z przyjacielem Maxim'em na poszukiwanie niewiasty o imieniu Lydie. Dziewczyna jak twierdzi towarzysz głównego bohatera jest uwięziona w zamku Draculi w którym my się właśnie znajdujemy, a co ciekawsze sądzi iż już był w tym zamku. Nie wiem jak was ale mnie taka historia naprawdę wciągnęła, i taka mała osobista dygresja, otóż na sieci można wyczytać wśród opinii wielu graczy (pozdrowienia dla odwiedzjących emu.makii :)) że jednym z elemenów psujących atmosferę gry jest właśnie muzyka, może nie tyle psującym ale z wypowiedzi wynika iż według wielu osób muzyka z pierwszej części Castlevanii na GBA że tak napiszę "wpadała w ucho", a w części tutaj opisywanej coś tam sobie w tle przygrywa ale po wyłączeniu gry nie można sobie nawet przypomnieć paru sekund z jakiejkolwiek ścieżki składającej się na podkład muzyczny Castlevanii.

Castlevania: Harmony of DissonanceCastlevania: Harmony of Dissonance

Nie byłbym sobą gdybym nie powiedział kilku słów od siebie na ten temat. A nie byłbym także sobą gdybym tego nie przedstawił w jakiejś nieco bardziej nierozumiałej dla normanlnego user'a komputera formie (maniak zrozumie :)). Więc sens muzyki w Castlevanii, możnaby powiedzieć że to sprawa gustu i zakończyć tą dopiero zaczętą polemikę. Ale nie, moim zdaniem należy przyznać rację osobom sądzącym, że muzyki się nie pamięta, ja nawet próbowałem ale nie udało mi się jej zapamiętać. I właśnie o to chodzi, nie porównam do muzyki z jedynki bo nawet z 2 godziny w nią nie grałem (w jedynkę) z tego co pamiętam, ale wiem że jak się ktoś wciągnie o właśnie jak zapomni muzykę to po kolejnym powrocie do gry słysząc ją ponownie poczuje się jak w innym świecie. Z grami właśnie tak jest, jak się wciągniesz to masz tam inny świat, i właśnie, kończysz, idziesz np. do szkoły :), nie słyszysz muzy tylko jakieś rozmowy, samochody, że babcia tankuje na Statoil'u :) i tym podobne rzeczy, a wracając do gry znowu w nią wkraczamy, i oto chodzi.

Castlevania: Harmony of DissonanceCastlevania: Harmony of Dissonance

Wracając jednak konkretnie do gry, zajmiemy się elemantami RPG. I właśnie problem jest taki, że osoby które sądziły iż np. "Diablo 2" na PC nie było RPG-iem to samo pewnie powiedzą o Castlevanii. Moim zdaniem tak samo jak D2 uważałem za RPG-a (śmieszne że dla niektórych jak nie ma systemu AD&D to nie jest już RPG, nie żebym nie lubił np. BG2, ale ludzie, nie zamykajcie sobie horyzontów, a jak już chcecie to nazywajcie takie gry Action-RPG :)), Castlevania też jest według mnie pełnoprawnym RPG-iem. Więc w mamy tu do dyspozycji mapę zamku, prawdę mówiąc to nawet trzy mapy, bo zamek posiada dwie powłoki. Mamy więc mapę powłoki pierwszej, drugiej, no i taką współną :). Mapę odkrywamy przemieszczając się po zamku lub też znajdując naszkicowany na jakichś skrawkach pewien jej fragment. Zawsze jednak miejsca które znamy z tych świstków, a w których nie byliśmy są inaczej podświetlone. Rozwój bohatera jak na tak małą konsolkę (choć jak nam się coraz częściej udowadnia o naprawdę wielkim potencjale) jest imponujący. Przjrzyste menu bohatera, dużo opcji, specjalne ruchy jakie bohater nabywa podczas gry (np. wślizg), jednym słowem, ciekawe. Dodając że bohater raczej po wielkim strasznym zamku :) goły chodzić nie powinen toteż autorzy gry dali mu spory kawał rozmaitych osłonek na jego bitmapowe ciało, a także wierny bicz.

Castlevania: Harmony of DissonanceCastlevania: Harmony of Dissonance

Właśnie ekwipunek jest nieodłącznym elementem wszystkich RPG-ów. Gracz jeśli chodzi o uzbrojenie nie dostał pokaźnego wybory, ale za to na pewno nikt nie powie nigdy że nie rozumie jak zmienia się "ustawienia" bicza. Właśnie, bohater ma tylko bicz, ja sądzę że to dobrze, zawsze miał bicz :). Do tegoż bicza możemy znaleźć w czasie gry kamienie odpowiedzialne ze poszczególne żywioły, np. ogień, pioruny czy wodę (lód), a także kamień pozwalający burzyć pewien rodzaj murów (a ja wam mówię że będzie się wam do niego śpieszyć, coż drodzy czytelnicy, po prostu ciekawość typu "co też jest za tą ścianą?", hehe :)). Pod koniec gry dostajemy także końcówkę do bicza zwiększajacą zadawane przez niego obrażenia. Ja jednak polecam używać kamieni gdyż są one właśnie dlatego że określone potwory są wrażliwe na określony żywioł. Można pomyśleć w związku z tym iż zamiana kamienia odbywa się bardzo często. Nic bardziej błędnego, po pewnym czasie obcowania z grą już dobrze będziecie wiedzieć w jakich większych obszarach zamku jakiego kamienia najlepiej jest używać. Biczem możemy także wymachiwać o 360 stopni (jak ktos nie wie jak a ja niezabardzo wiem jak to dobrze opisać to polecam popisy Donatella z kijem w rozmaitych odcinkach "Żółwi Ninja", na pewno ktoś oglądał jak był mały, tak na marginesie to chyba tylko Leonardo nie wyczyniał czegoś takiego ze swoim narzędziem :)). Na koniec zbrojenia to jest ono moim zdaniem lepsze pod kątem RPG-owym niż w części kolejnej czyli "Castlevania: Aria of Sorrow", czyli grze już istniejącej jakiś czas, i będącej kontynuatorką tej Castlevanii której recenzję teraz czytacie :). Już wyjaśniam postawioną przeze mnie chwilę wcześniej tezę. W trzeciej części gry jest więcej uzbrojenie, o różnym zasięgu, i jest to dobre, ale zabawę z Castlevanią polecam zaczęć od części właśnie tutaj opisywanej gdyż wszystkie rodzaje bicza wyglądają prawie identycznie co zapobiega sytuacjom w których używamy oręża które nam się po prostu nie podoba a używamy go gdyż jest lepsze pod względem parametrów, a nie czerpiemy z tego pełniej przyjemności gdyż ono nam najzwyczajniej w świecie "nie leży", tyle, takie małe wtrącenie :).

Castlevania: Harmony of DissonanceCastlevania: Harmony of Dissonance

Kolejnym punktem ekwipunku poza uzbrojeniem jest jak zawsze pancerz, rękawice, hełmy, no, jednym słowem, po prostu coś do obrony. Więc tutaj byłem bardzo miło zaskoczony, gdyż mamy całkiem ładną liczbę dostępnych do wdziania rzeczy, od hełmów, poprzez rękawice, buty, a na zbrojach kończąc. Elementy chroniące nas przed rozmaitymi potworzyskami możemy znaleźć porozrzucane po zamku lub kupić u handlarza którego spotykamy w dalszej części gry. I własnie u tegoż jegomościa mamy okazję spożytkować nasze uzbierane pieniądze, gdyż za nie własnie możemy nabyć np. całkiem niezłą zbroję. Na brak kasy nie powinniście narzekać, z moich przygód z grą mogę powiedzieć że jest jej nawet może nieco za dużo (możemy nawet znaleźć z tego co pamiętam przedmiot zwiększający nasze szanse na znalezienie kasy). Właśnie zachaczając o przedmioty, w grze mamy spory wybór ozbóbek nie mających wiele wspólnego z naszą ochroną ale dających ciekawe efekty gdy je nosimy (m.in. właśnie wyżej wspomniane łatwiejsze znajdywanie forsy).

Castlevania: Harmony of DissonanceCastlevania: Harmony of Dissonance

W grze możemy znaleźć klucze bez których jak łatwo się domyśleć nie wejdziemy np. do różnych pomieszczeń. Oprócz kluczy mamy bardzo ciekawe "znajdźki" wpływające na sam system gry, a może bardziej nawet nie na system, a na to co widzimy na ekranie. Tu mamy np. element ukazujący obrażenia jakie zadajemy przeciwnikom, a także oni nam. Kolejnym jest przedmiot pokazujący nazwy wrogów na ekranie gdy ich spotykamy (ja go osobiście nigdy nie używam; z tego co pamiętam nazwy pokazują się w prawym dolnym rogu ekranu co często zasłania drabiny, schody i tym podobne rzeczy). Ten typ rzeczy możemy w 100% dostosować do własnych potrzeb poprzez specjalne menu w którym pod każdą tego typu niespodzianką możemy wybrać czy ma być ona na "on" czy też na "off".

Castlevania: Harmony of DissonanceCastlevania: Harmony of Dissonance

W grze już po jej zakończeniu mamy dostajemy do wyboru opcję w głównym menu gry o nazwie "Boss Rushmode". Jest to typowe przetrobienie gry na typ "Arcade", czyli zręcznościówkę. Otóż polega to na tym, że z miejscami na regenerację pokonujemy ścieżkę w kolejnych pokojach niszcząc boss'ów jakich było nam już dane spotkać w grze. Bynajmniej nie sądzę że tryb ten jest nudny czy też dodawany na siłę. Jest on doskonałym rozwiązaniem dla wszystkich którzy po ukończeniu gry mają (co jest jak najbardziej zrozumiałe) dosyć patrzenia na wartośc zadawanych obrażeń, poziom obrony nowego hełmu czy innych rzeczach zajmujących nieco miejsca w łepetynach graczy. Tutaj zaś każdy może się rozerwać i zdając się w większości na swoje zdolności manualne skupić się na prawie bezmózgim koszeniu kolejnych boss'ów.

Castlevania: Harmony of DissonanceCastlevania: Harmony of Dissonance

No i dobiega powoli koniec tej recenzji. Mam nadzieję że nie zanudziłem większości czytelników, a może nawet kogoś ta recenzja zachęci do sięgnięcia po Castlevanię (nie, no aż tak zachęcająco to ja nie pisze, optymista się znalazł :), a szkoda bo gra jest naprawdę bardzo bardzo dobra). Powiem tylko, dajcie jej szansę jeśli się od razu się nie wciągniecie bo jest naprawdę tego warta (choć czy da się w ten świat od razu nie wciągnąć? :)), a poza tym ta skromna recenzja nie oddaje tej gry w pełni i pewnie jeszcze za jakiś czas, nie raz i nie dwa złapie się za łeb widząc o ilu rzeczach zapomniałem wspomnieć, o Castlevanii może chyba nawet bez zbytniej przesady pisać w nieskończoność. Dodam jeszcze tylko że w grze możliwych jest kilka zakończeń, a także jako bonus w zamku znajduje się tajemniczy pokój do którego zbieramy elementy wystroju, np. meble, a po zebraniu wszystkich to już sami zobaczycie co będzie (ja nie wiem bo nie zebrałem wszystkich :)), jest to pewnym urozmaiceniem. Sumując, gra jest naprawdę widowiskowa pod względem grafiki, ma ciekawą fabułę, dobrą (moim wybijającym się i zarazem nieco odosobnionym zdaniem) muzykę, wartką akcję, przyjemne w likwidowaniu potwory, sympatyczną kobietę do uratowania :), cóż, czego chcieć więcej. Zachęcam, naprawdę warto sięgnąć po Castlevanię.

 Castlevania: Harmony of Dissonance (GBA) 
Wydawca: Konami
Platforma: Gameboy Advance
Rok wydania: 2002

@lzEn [dawniej myNick]
(C) Copyright by Emu Kouncik Team